Shopping cart
30,00 zł

„Virra” błystka obrotowa na szczupaki i …

Na początku roku 2025 przyszedł do mi do głowy pomysł stworzenia nowego rodzaju błystki obrotowej przeznaczonej na szczupaki. Błystka jest nowością  w mojej ofercie. Natomiast na Świecie, a szczególnie w USA ten typ skrzydła istniał już od dawien dawna pod nazwą roboczą "colonel", na którym to wzorze budowane są skuteczne wirówki. Błystka z tego typu skrzydłem pracuje dość szeroko, łatwo startuje i daje bardzo silne fale hydroakustyczne. Na rodzimym rynku niewiele jest tego typu seryjnych konstrukcji, a i oferta przynęt rękodzielników oparta na tym wzorze jest znikoma. Nie wiem dlaczego, przecież potężny rynek wędkarski w Stanach jest bardzo świadomy, a ilość nowości docierających na nasz rynek zza oceanu tylko to potwierdza.
Z ręcznie odrysowanym projektem udałem się do mojego "narzędziowca" w celu omówienia projektu jak i wykonania odpowiedniego rysunku technicznego. Po niespełna dwóch tygodniach odebrałem gotowy wykrojnik. Dlaczego wykrojnik? Dlaczego nie ręcznie wycinane listki? Uważam, że przy takim projekcie niezwykle istotna jest powtarzalność, każda niedokładność będzie skutkować inną pracą każdej kolejnej błystki. Z doświadczenia wiem, że już jedna lub dwie dziesiąte milimetra przy profilu błystki potrafi zrobić znaczną różnicę.
Kolejnym etapem było wykonanie stempla, który nadaje wypukłość listkowi. Tę czynność zawsze wykonuję ręcznie, to żmudne i czasochłonne zajęcie. Wymaga ono wielu prób w przydomowym basenie, różne obciążenie korpusu, jak i różna grubość materiału listka wymusza wykonanie wielu testów. Po trzech dniach testów powstał ostateczny kształt oraz dobrana odpowiednia grubość materiału (miedź/mosiądz 0,8mm)

Wykrojnik i stempel, od tego zaczyna się skrzydełko to serce obrotówki

Następnym krokiem było to, co jest najprzyjemniejsze dla każdego rękodzielnika. Wykonanie wzorów i montaż wersji testowych. Powstały trzy wersje w wadze 14gr, 15gr, 20gr. Dodatkowo niektóre modele przyozdobiłem chwostami, co do których skuteczności dopiero miałem się przekonać.
W końcu nadszedł dzień testów już na "prawdziwej" wodzie, tego dnia zabrałem ze sobą dwóch kolegów którym rozdałem moją nowość. Listopadowy pochmurny dzień na żwirowni z przelotnymi opadami deszczu dawał nadzieję na spotkanie z zębatym. Koledzy jak i ja na początku odpuściliśmy testowanie obrotówek stawiając na duże gumowe kotlety, które późną jesienią zawsze są skuteczne. Niestety po paru godzinach bezowocnego biczowania wody gdzie jak zawsze w takiej sytuacji pojawia się zniechęcenie zarządzamy przerwę na posiłek i krótką naradę. Wtedy przypominam sobie o moich nowych błystkach obrotowych. Zostawiam kolegów i udaję się kolejny zbiornik powstały po wydobyciu żwiru. Zakładam na casta najcięższy bo 20gr model "Virry" z uwagi na znaczną głębokość zbiornika jak i typ multiplikatora, który nie lubi lekkich przynęt. W pierwszym rzucie, kiedy błystka wychodzi z głębokiego uskoku już na płytkiej wodzie w blachę ładuje piękny bo ponad trzydziestocentymetrowy okoń! Przypadek- myślę sobie. Okonie tak mają, potrafią zdziwić nie jednego wędkarza. Powtarzam rzut i sytuacja się powtarza, a grubego okonia odprowadza stado kolegów. Co jest!? Przecież to jest duża blacha, a dodatkowo uzbrojona w kotwicę w rozmiarze 2/0! Wołam kolegów, każdy z nich natychmiast zakłada blachę obrotową i zaczyna się dzień dziecka... Przez około godzinę łowimy grubo ponad czterdzieści okoni i to jakich!? Wszystkie mieszczą się w przedziale od 30cm do 40cm. Tę okoniową orgię przerywa stojący obok mnie kolega, który trzyma w ręce  przeraźliwie wygięty kij. Patrzy na mnie pytającym wzrokiem, już wiem... to na 100% szczupak. Z uwagi na sprzęt, którym posługuje się kolega, a jest to lichy badylek do 20gr zdaję sobie sprawę, że ta zabawa potrwa. Na spokojnie idę do samochodu po podbierak i czekam na finał, który nie nadchodzi... Marcin podciąga rybę, ale ta nie poddaje się łatwo. Trwają zapasy, ryba zawzięcie walcząca o życie, a z drugiej strony wędkarz, który ma rybę życia. Po dobrej półgodzinnej walce w końcu sprawnie podbieram rybę wyczepiam z pyska ryby srebrną błystkę z niebieskim korpusem. Szybkie mierzenie i szok na twarzy Marcina, miarka wskazuje 109cm. Delikatnie z największą ostrożnością zwracamy pięknej samicy wolność, a nadchodzący zmrok kończy nasz wędkarski dzień.

Marcin i jego 109cm

W drodze do domu jeszcze roztrzęsieni planujemy kolejny wypad. Za tydzień stawiamy się nad wodą. Tym razem od razu z Marcinem zakładamy "Virrę" na agrafki i zaczynamy młócić wodę. Trzeci kolega zatwardziały fan przynęt gumowych czesze wodę z nadzieją na zębatego. Tym razem ryby nie biorą, jak poprzednim razem, a w miejscu gdzie tydzień temu złowiliśmy masę okoni jest pusto. Ryby się przeniosły w inne miejsce, przenosimy się i my szukając stada okoni. Zmieniam wirówkę na model w kolorze czarnym z czerwonymi fluo kropami, czerwonym chwostem i woda ożywa. Na kiju meldują się ponownie piękne okonie za nic mając nie okoniową wielkość przynęty. Kolega łowiący na gumę lekko zirytowany nie może zrozumieć sytuacji, nie ma nawet dotknięcia. Zdejmuję z agrafki swoją obrotówkę i mu ją daję. Rzuca z niedowierzaniem, a za moment branie przygina mu wędkę. Nie może w to uwierzyć, łowi dalej i co parę rzutów wyciąga piękne okonie. Tego dnia łowił Virrą do końca...

Tym czasem Marcin ze swoją fartowną srebrną wirówką drze się na mnie stojąc z wygiętym kijem. Szukam podbieraka i pędzę do niego. Znów!? Tak, znów ma wielkiego szczupaka! Tym razem jest lepiej przygotowany. Ma szczupakowy kij i porządną nową plecionkę. Mimo wszystko ryba nie chce się łatwo poddać, a hol się przeciąga. W czystej wodzie widzę, że znów ma sporego, ba wielkiego szczupaka. Uspokajam Marcina, tu pośpiech jest niepotrzebny. W końcu ryba melduje się w podbieraku, a kolega zapala fajka. Znów jest cały roztrzęsiony, trudno mu się uspokoić. Mierzymy rybę i … znów 109cm co za dzień! Wypuszczamy z godnością mamusię i chwila przerwy na przegadanie sytuacji i opatrzenie pokaleczonych przez szczupacze zęby dłoni Marcina.
Przenoszę się na kolejne miejsce. Dość płytki blacik z ostrym spadem. Rzucam wirówkę i na wyjściu z głębokiej wody czuję silne branie. Zacinam odruchowo by za sekundę zobaczyć piękną świecę dobrego szczupaka. Tym razem ja krzyczę na Marcina aby przybiegł z podbierakiem. Ryba nie jest tak okazała, jak kolegi. Nawet z tego całego zamieszania jej nie mierzę. Robię parę fotek i wypuszczam. Pięknie ubarwiona samica, dawno takiej nie widziałem.
Do końca dnia łowimy sporo okoni cały czas będąc wierni obrotówce.
Kolejny raz stawiamy się na żwirowni w grudniu. Ciężkie ołowiane chmury i "gęsta" zimna woda. Marznące dłonie i przelotki, nie ma lekko. Ryby tym razem niechętnie reagują na błystkę obrotową. Ledwie dwa lub trzy okonie, to już nie ta pora. Zmieniam kijek na delikatną wklejankę i dłubie pasiaki na gumowe robactwo. Okonie przyklejone do dna nie mają ochoty na harcowanie w toni. Trzeba poczekać na wiosenne promienie słońca, aż ogrzeje wodę by ryby spełniły swój coroczny rytuał związany z tarłem, by ponownie pojawić się nad wodą z moją obrotówką.

Aktualności
Previous reading
„Virra” błystka obrotowa na szczupaki i …
Next reading
Gigantyczny szczupak złowiony na obrotówkę Long 5